Witajcie!
Idąc za ciosem dzisiaj kontynuuję wątek rolowania :)
Postanowiłam jakoś sobie to podzielić na pewne rozdziały żeby lepiej się czytało, gdyż zebranych wiadomości jest spora ilość i ujęcie tego wszystkiego w jednym wpisie spowodowałoby, że powstałby niezły esej! :D
Poprzednio było o odróżnieniu wartościowego produktu od tzw Made in China :)
Jak podsumowałam, w tak zaawansowanej terapii jak mikro nakłuwanie naskórka i w dodatku na twarz warto skupić się na profesjonalnych a zarazem bezpiecznych Derma Rollerach. Z samego założenia nie mam zamiaru rolować się byle czym :( przecież fakt faktem twarz jest moją wizytówką i bynajmniej nie mam zamiaru jej narażać na oszpecenie, bo jakaś tanio dostępna rolka pokaleczyła mi twarz, gdyż igiełki się stępiły lub też jedna z nich utknęła mi w skórze. Za dużo dziwnych historii słychać o chińskich produktach, aby móc im zaufać i powierzyć twarz, swoje ciało :(
Ale do rzeczy :)
Wiedziałam bardzo dobrze już jakiego rzędu czeka mnie wydatek, bo min. ok 300zł na sam roller. Ale... mnie tak łatwo nie da się upolować :))) Najpierw bardzo chciałam zaspokoić ciekawość. Wydać pieniążki jest bardzo szybko. A co jeśli nie będę z Derma Rollera zadowolona? Nikt przecież już ich mi nie zwróci, bo z tego co wiem rolki pakowane są sterylnie. A jeśli ją sobie otworzę i popróbuję po czym stwierdzę, że to nie to i co wówczas? Żaden sprzedawca mi tego nie przyjmie :( Poszłam po rozum do głowy i zakupiłam urządzenie, które nie naruszy bardzo mojego budżetu, ale za to będę miała możliwość popróbowania sobie najpierw na ramieniu, czy nodze a być może i na twarzy. Jak dla mnie wyjście w sam raz! :) Jedyny problem powstał przy wyborze ilości mikroigieł - 192 czy 540? Ponieważ były to moje pierwsze początki, więc zdecydowałam się na 192 - MT Roller. Nie pamiętam już u kogo ją kupowałam na allegro. Wygląda on tak:
Nie dajcie się zwieść zdjęciu, bo igiełki na nim umieszczone mają chyba z 3mm.Ten mój miał zaledwie 0,5mm. Bardzo cieniutkie, takie czarne punkciki. Hmmm... czarne igiełki, to trochę taki nieestetyczny kolor w kosmetyce :P
No ale miał on posłużyć do testów, które przeszły pomyślnie. Dzięki nim zobaczyłam sobie jaki jest ból podczas wałeczkowania. Czy da się wytrzymać, czy raczej to bajki, że to bolesny zabieg.
W moim uznaniu nie mam skali porównawczej. Kolce kasztana są chyba jednak bardziej bolesne w dotyku.
Najbardziej odczuwa się wszędzie tam gdzie skóra jest najbardziej napięta i kość jest usytuowana powierzchniowo - czoło, nos, kości policzkowe.
Naprawdę nie ma tragedii. Mową, że co nas nie zabije to wzmocni :)
W stosunku do ilości igieł ( 192 a 540). Coraz częściej spotykam się z opiniami, że większa ich liczba powoduje iż nie wykorzystują one maksymalnej swojej długości podczas zabiegu. Ostatnio nawet widziałam gdzieś recenzentka na you tube o tym mówiła i pokazywała do kamerki.
Więc o tyle dobrze, że zdecydowałam się już na początku na 192 igiełki.
Po testach przyszedł czas na właściwy sprzęt. Tego MT Rollera nie poużywałam długo z obawy przed faktem, że rzeczywiście może się coś stać :(
Z pośród czterech jakie wymieniłam w poprzednim poście wybrałam ten ostatni - Medik8 Titanium Dermaroller. Głównie dlatego, że wizualnie przypomina MT Roller :) hmmm... może lepiej na odwrót, bo to trochę dziwnie zabrzmiało - MT jest podobny do Medik8 :)))) Nie wiem, może to trochę podświadome zachowanie, ale bardzo przypadła mi do gustu rękojeść rolki. Jest fajnie wyprofilowana jak niektóre maszynki do depilacji :) Rolka prowadzi się przyjemnie i nie trzeba zbytnio wysilać nadgarstka żeby np wyrolować sobie podbródek.
Wydalam na nią 250zł.W środku była dodana pełna instrukcja po polsku. Jak postępować z urządzeniem, jak rolować krok po kroku, jak często, jak długo, w którą stronę.
MT Roller nie posiadał, aż takiej informacji jak ten Medik8.
Dodam, że przed zakupem zrobiłam sobie jeszcze rozeznanie czym dokładnie jest ta firma. Mianowicie jest ona bardzo rozpowszechniona w Wielkiej Brytanii. Jej producent też jest brytyjski. Tutaj podaję stronę producenta: http://www.medik8.com.
Mają tam różności. Nie znam jakoś wybitnie angielskiego, ale zauważyłam, że ich dosłownie wszystkie kosmetyki można używać wraz z Derma Rollerem. Ale więcej w tym temacie opiszę kolejnym razem :)
Więcej o Medik8 Derma Roller:
Rolka ma pozłacane igiełki. W porównaniu z MT Roller wygląda to rewelacyjnie, bo nie są one czarne a lśniące złote. Komfort takiego rolowania jest też o niebo większy niż takie kłucie się czarnymi igłami :/
Na ciemniej głowicy to super wygląda :)
Tutaj zamieszczam zdjęcie, które najlepiej oddaje złote igiełki.I tak jak wyżej pisałam, są to takie malutkie i cieniutkie punkciki, które widać jak ją skieruje dobrze do światła.
O moim wyborze zadecydowały dwa czynniki: oczywiście spośród czterech profesjonalnych rolek ta jest najtańsza no i w dodatku ma pozłacane igiełki.
O tym co niesie za sobą złoto w kosmetyce chyba raczej pisać nie będę. Wszyscy, którzy choć trochę się orientują, to wiedzą, że mamy i kremy ze złotem, złote maseczki itd itd.
Zalety jakie złoto spełnia u Rollera Medik8 są ładnie opisane tutaj: http://www.medikan.pl/content/6-dermaroller
Na tej stronie też go kupiłam. Sądzę, że jest bardzo fajnie przygotowana. Są w niej informacje, których nie znalazłam w takim zestawieniu nigdzie indziej w polskich ofertach sprzedażowych. Można poczytać sobie o zaleceniach, ryzyku, przeciwwskazaniach.
Medik8 Roller ma na swoim wyposażeniu także pudełko, w którym swobodnie spoczywa nie dotykając głowicą powierzchni. Taki statyw jest bardzo pomocny podczas dezynfekcji, gdzie można odłożyć go czekając na wyschnięcie.
Medik8 używam już kilka miesięcy. Ostatecznie zdecydowałam się na wersję 0,3mm - do codziennego użytku. W kolejnym kroku zdecyduję się na 0,5mm. Z rolką nic mi się nie dzieje. Złoto ciągle na igiełkach pozostaje. Roluję się nią co drugi dzień. Czasem zrobię sobie kilka dni przerwy. Nie wydaje mi się żeby igiełki się tępiły, bo nie odczuwam szczególnego bólu ( internet donosi, że jak zaczną tępić się igiełki to ból będzie bardziej odczuwalny podczas kolejnych masaży w porównaniu z dotychczasowymi ).
Medik8 Roller ma też na rączce naklejkę z jakimś kodem. Jak się dowiedziałam u sprzedawcy tych rolek jest to numer seryjny rolki, który zostaje naklejony podczas indywidualnej kontroli jakości. Czyli jak się okazuje urządzenia kontrolowane są przez człowieka. Nie jestem jakimś super specjalistą, żeby rozwodzić się tutaj nad tym, ale ta informacja sprawiła, że poczułam się jeszcze bezpieczniej i zwiększyła moje zaufanie do rollera.
Nie sądzicie, że już czas kończyć ten wpis...? :)))
Za jakiś czas napiszę o efektach mojej pracy z Derma Rollerem Medik8. Kto wie... może jutro...? :)))
Post doczekał się wsparcia od You Tube :D
Oto filmik! :)




